poniedziałek, 19 stycznia 2015

Anegdotki z praktyk cz. 2, nasze życie z kolegą Kierownikiem

Gdy Ja z Wojtkiem zajmowaliśmy się rżnięciem głupa słupa, Adam dostał bojowe zadanie złożenia komputera, który miał nam posłużyć za stanowisko pracy. Brakowało do niego procesora, więc trzeba było jakiś zmontować.W tym celu razem z kolegą kierownikiem udali się na 'wybieg'.
Wybiegiem nazywano niezadaszony, ogrodzony murem skrawek terenu, gdzie komenda składowała nieużywany sprzęt elektroniczny. Innymi słowy – wysypisko starych komputerów, monitorów, drukarek i tym podobnych śmieci. Tak więc Adam poszukiwał procesora wśród pecetowych totemów pod tonami śniegu, aż w końcu znalazł wśród nich zdatnego Intela. No, ale wiadomo jak to jest z komputerami, które stoją w kilkunastostopniowym mrozie – nie chcą współpracować. No i biedak męczył się ze zdjęciem radiatora z CPU, ale komputer okazał się niezmordowany i nie chciał oddać swoich wnętrzności bez walki. Wtem do akcji wkroczył Waldek (bo tak miał na imię nasz drogi kolega kierownik) i z całym przekonaniem oświadczył, że radiator zaraz wyjdzie. Tak więc Waldek zaczął gibać i szarpać ten radiator, z coraz to większą zaciekłością, jednak uparciuch nadal nie myślał o opuszczeniu swego miejsca. Wtedy właśnie kolega kierownik wyrzekł legendarne słowa, które na stałe zagościły w naszym słowniku profesjonalnego informatyka:
Oczywiście ostatecznie radiator poległ w walce i nasi dzielni poszukiwacze wrócili do biura z łupem. W czasie gdy dwójka pewnych frajerów zajmowała się piłowaniem anteny, Adam kończył dzieła przygotowywania stanowiska pracy, już bez większych problemów, jeśli nie brać pod uwagę, że na dysku twardym, który został zamontowany na stanowisku, znajdowały się zainstalowane do wyboru: Windows Me i Najgorsza Znana Człowiekowi Dystrybucja Linuksa (czyli Ubuntu ), ale o tym będę płakał kiedy indziej (czytaj: dwa akapity niżej).

Reszta dnia przebiegła w dosyć spokojny sposób przy kawie i wklepywaniu mandatów do "Bazy danych" będącej plikiem tekstowym w Wordzie z wstawionymi tabelami. Jednakże po dłuższym czasie zaczęliśmy się zastanawiać, czemu ten Word tak okropnie przycina. Stwierdziliśmy, że to pewnie dlatego, iż Me nawet prawowitym systemem operacyjnym nie jest. Zatem postanowiliśmy odpalić Ubunciaka, bo nawet najgorszy Linux powinien być lepszy od Windowsa... Ta jasne :)
Okazało się, że Ubuntu ze swoim OpenOfficem ciął się jeszcze bardziej. Pierwsza myśl: Wywalić OOo i zainstalować aktualnego LibreOffice'a. I wtedy przypomniały o sobie ułomności Ubuntu. Apt-get nie potrafi porządnie usunąć aplikacji z systemu, więc w efekcie mieliśmy Ubuntu bez OpenOffice'a, na którym nie dało się zainstalować LibreOffice, bo były problemy z zależnościami pakietów (tak wiem, informatyczne gadanie, którego nikt nie rozumie). No i cóż, sprawę zostawiliśmy do następnego dnia.
Nazajutrz przyniosłem do biura płytę z systemem Fedora i z przepełniony dumą z bycia prawdziwym specem od linuksów zainstalowałem ją na naszym stanowisku pracy. Jak się okazało, na Fedorze dokument również się ciął... Kurde, tytuł speca od linuksów szlag trafił. Po intensywnej burzy mózgów odkryliśmy, że ktoś tak zrobił dokument, że generował sobie wiersze tabeli w nieskończoność, co powodowało braki RAMu.
Po zmianie dokumentu na "normalny" kontynuowaliśmy pracę bez większych przeszkód.

I w sumie ta historia zakończyłaby się pozytywnie, gdyby nie fakt, że po tym, jak Adam poszedł z Waldkiem szukać procesora, trep Czesław aż do samego końca praktyk uważał, że zajebaliśmy mu metalowy zawias z wybiegu.

3 komentarze:

  1. Kurczę no jesteś informatykiem i wybrałeś ten layout, który wygląda jak najtańszy szary papier kupiony w wałeckim notesie (papierniczy obok Wck). Pls, zrób coś z tym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak było... Chyba najlepsi praktykanci - numeranci jakich miałem :). Akcja z zaklejeniem optyki myszy bezcenna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe. Chyba następny wpis własnie będzie o tej myszce :D Ale to już na nowym blogu – http://blog.nidrax.eu/

      Usuń